Dopiero co sie pojawilismy,a ja juz z pytaniem...
Zawsze tak bylo,ze Martel budzil sie ok. 4-5 w nocy i zaczynal traktorzyc mi prosto do ucha.Najlatwiejszym rozwiazaniem okazalo sie wtedy podanie mu sniadania.Zjadal i grzecznie wracal do lozka.W czasie studiow bylam z nim czesto w domu,wiec podanie wczesnego obiadu (ok. 15) nie stanowilo problemu.Sytuacja jednak sie zmienila.Poniewaz teraz nikogo nie ma w domu do godz.17,postanowilismy sniadanie dawac mu tuz przed wyjsciem z domu,ok 7 rano.No i sie zaczelo.Paskuda budzi sie rano kolo 5 i autentycznie leje mnie lapskiem po buzi.Na szczescie on nigdy nie wystawia pazurow.Nauczyl sie nawet podnosic mi lapa powieke

Probowalam go olewac,ale on tak potrafi przez bite dwie godziny.Krzyczec przeciez nie bede,kot wydaje sie przy tym pardzo zadowolony z porannego spotkania,jakbysmy sie nie wiem jak dlugo nie widzieli.Traktorzy tak glosno,ze go pewnie sasiedzi slysza...
Probowalam wystawiania kota za drzwi sypialni.Drugi raz juz chyba tego nie zrobie,darl sie tak okropnie,ze nawet nasi przemili sasiedzi nie sa w stanie tego zniesc.
Ostatniej nocy dwie godziny,miedzy 5 a 7 glaskalam, mizialam i staralam sie go uspic.Siedzial cicho,zadowolony byl bardzo,ale za cholere zasnac nie chcial.Gdybym dala mu jesc,pewnie spokojnie wrocilby spac. Ale my sie z TZ uparlismy,zeby jadl pozniej.Bo przeciez nie mozna tak cale zycie 0 4 rano....W tej chwili rzesami sie podpieram,Tz tez jakis taki niewyspany sie rano wydawal
Dodam,ze kotuch co wieczor jest porzadnie wybawiony,lata za pileczka,aportuje i takie tam.
Co mozemy zrobic,zeby ten nasz terrorysta spokojnie przesypial noc?Czy moze lepiej nie marzyc i poddac sie jego zachciankom?W koncu jak sobie ksiaze zazyczy,tak ma byc.I juz
A jak sie walnie na nasze kolana i sobie przysnie to wyglada tak niewinnie.Aniolek jeden
